logo 7cm.jpg

#Budujemy

 pamięć zaklętą w przedmiotach 

Pragniemy przedstawić historię „zwykłej” sybirackiej rodziny,

rodziny Wierzchowskich.

Doznawane przez nich uczucia głodu, tęsknoty i strachu nieobce są też innym zesłańcom.

Dlaczego jednak właśnie ta rodzina przykuła naszą uwagę?

Z czterech wywózek na Sybir, dwie pierwsze są stosunkowo dobrze udokumentowane. O dwóch ostatnich mamy jednak wciąż bardzo mało informacji.

Losy rodziny Wierzchowskich, ofiar trzeciej zsyłki,stanowią zaś bogaty, a więc unikatowy materiał źródłowy dotyczący tego okresu syberyjskiej katorgi, o którym historycy wciąż wiedzą najmniej.

Dzięki Wam

#Budujemy!

 

Chcemy pokazać Państwu z jednej strony, pojęcia składające się na uniwersalne doświadczenie tysięcy Sybiraków,a z drugiej – wyjątkowe zbiory archiwalne, które trafiły do Muzeum Pamięci Sybiru.

Dziękujemy za przekazywanie cennych pamiątek. Prosimy o dalsze wspieranie rozwoju

Muzeum Pamięci Sybiru.

Te ostatnie wakacje były bardzo wesołe.

W wakacje 1939 rodzice nie chcieli wyjechać z Bydgoszczy, bo wojna "wisiała na włosku". Pojechaliśmy jednak do wujka nad morze.

Poświęciłam kąpielom w morzu wszystkie chwile. Było w Gdyni dużo młodzieży,

więc nie nudziło mi się. 

Skończyłam 15 lat i chciałam uchodzić

za zupełnie dorosłą. 

Najwięcej informacji o losach rodziny Wierzchowskich dostarczają nam wspomnienia najstarszej córki - Zofii, spisane w 1947 roku.

Wraz ze swoją rodziną, ojcem Antonim, pracownikiem Dyrekcji Francusko-Polskiego Towarzystwa Kolejowego, matką Haliną oraz młodszą siostrą Hanią, mieszka w Bydgoszczy w wynajmowanym w kamienicy mieszkaniu.

Wakacje Zofia spędza iście szampańsko! Jedzie nad morze do domu swoich wujków i całe dnie bawi na plaży w Gdyni. Szczęście nie trwa jednak długo – 

tuż przed wybuchem wojny wraca do rodzinnej Bydgoszczy.

 

1 września radio mówi już tylko o hitlerowskim ataku. Rodzina Wierzchowskich pakuje najcenniejsze rzeczy ewakuuje się na wschód, gdzie zaskakuje ich agresja ZSRR na Polskę. Ich droga, przerywana nalotami samolotowymi i bombardowaniami, wiedzie przez Lublin, Kowel i Rożyszcze, aż ostatecznie w czerwcu 1940 roku docierają do Włodzimierza (obecnie Włodzimierz Wołyński na Ukrainie). W żadnym z tych miejsc nie przyszło im zadomowić się na dłużej, ale to z końcem czerwca 1940 roku rozpoczyna się najcięższy etap ich wojennej tułaczki –  długa droga na Sybir, skąd, jak wspomina Zosia, „już się nie wraca”.

Zosia, opuszczając rodzinny dom w Bydgoszczy, zabiera ze sobą kilka tomów książek i mundurek szkolny. Wierzy zapewne, że już za chwilę wszystko wróci do normy, a ona, jak co roku, pójdzie do szkoły. Jednak z każdym kolejnym dniem wojny wizja spokojnego życia oddala się. NIEPOKÓJ, strach, niepewność swojego losu szybko wkradają się w życie rodziny Wierzchowskich. 

Jechaliśmy, omijając większe miasta.

W wagonie towarowym były 52 osoby. My mieliśmy miejsce na górze. Było bardzo ciasno i duszno. Jadąc, stale widzieliśmy lasy, ale za Uralem krajobraz się nieco zmienił. Było więcej pustych przestrzeni, a później znów las straszny, ale piękny - tajga. 

Po miesiącu wyczerpującej podróży bydlęcymi wagonami, rodzina Wierzchowskich dociera

do stacji Asino, 90 km od Tomska. Stamtąd ostatnie 10 km wiedzie ich do posiołka Simonowka, gdzie znajduje się tzw. „lesozawod” – zakład przemysłu drzewnego. Ojciec zostaje przydzielony do pracy  buchaltera, a potem kierownika stołówki. Wkrótce, w wyniku obozowych intryg, zostaje oskarżony o złe administrowanie wydawanym pożywieniem i postawiony przed sąd. Dowo-dzi jednak swojej niewinności i unika kary.

 

Pewnego dnia do rodziny Wierzchowskich dociera radosna nowina – w związku z atakiem Niemiec na ZSRR ogłoszona zostaje amnestia. Są już wolni, i choć nikt nie gwarantuje im żadnej pomocy, decydują się na wyjazd do „ciepłego Kazachstanu”. W grudniu 1941 roku trafiają do obozu Majun-Kum w obwodzie żambylskim. Tam Antoni dowiaduje się o utworzeniu polskiego wojska. Zaciąga się do armii i wyrusza w podróż 16 lutego 1942 roku. 1 kwietnia znajduje się już w Iranie. Kobiety zostają same. 

Rodzina Wierzchowskich poznaje utrapienia sybirackiego życia – wyniszczające godziny pracy, ciągły głód i przenikliwe zimno. Grasujące w przydzielonej im w baraku izdebce żyjątka i szczury nie pozwalają nawet na odrobinę wypoczynku. Ciężka praca i fatalne warunki higieniczne sprzyjają rozwojowi chorób. Pomimo ogłoszenia amnestii, nic nie wróży rychłego powrotu do domu.

Tęsknota, spowodowana rozłąką z najbliższymi

na każdym kroku towarzyszy rodzinie Wierzchowskich. Rzucani z miejsca na miejsce, raz po raz muszą żegnać się z krewnymi i przyjaciółmi. Zofia wspomina zwłaszcza rozstanie z ojcem, żołnierzem Armii Andersa, oraz zbliżające się wielkimi krokami rozstanie z matką. 

Po skończonym dniu pracy

zwykle o 19-tej wracałyśmy z Hanką do domu, przynosząc robotę dla mamy, która wówczas nie chodziła do cechu z powodu ciągłych ataków malarii. Wieczorami z Hanką robiłyśmy normę mamy, a resztę przeważnie ja sama kończyłam późną nocą. 

Kobiety zostają same w Kazachstanie. Pracują w polskim sierocińcu, Zofia uczy też starsze dzieci historii Polski i literatury. Na początku 1943 roku ZSRR zrywa jednak stosunki dyplomatyczne z Polską. Ogłoszona zostaje paszportyzacja – każdy przebywający w ZSRR zesłaniec ma obowiązek przyjąć sowieckie obywatelstwo. Tym, którzy tego nie zrobią, grozi więzienie. Bez dokumentów nie można też podjąć pracy ani nigdzie zamieszkać. Halina i Zofia zostawiają niepełnoletnią Hankę pod opieką zaprzyjaźnionej rodziny, a same ukrywają się. Nie chcą zrzec się polskiego obywatelstwa, co Zofia nazywa „plamą na polskim honorze”.

Gdy akcja paszportyzacji dobiega końca, kobiety wracają na wiosnę do obozu Majun-Kum. Pracują ponad swoje siły przy kopaniu kanałów irygacyjnych i w wytwórni swetrów. Chorują na malarię, doskwiera im zimno i brak pożywienia. Zaczyna się prawdziwy okres głodu i ubóstwa, który zmusza dziewczynki do wyjazdu do FZO (rodzaj szkoły zawodowej) w Ałma-Acie. Tam uczą się i pracują, ale, choć warunki ich życia nieznacznie się poprawiają, tęsknią za pozostawioną w obozie pracy matką i za ojcem, od którego nie ma żadnych wiadomości.

Już na początku swojej tułaczki rodzina Wierzchowskich zrozumiała znaczenie słowa GŁÓD. Jak pisze w swoich wspominaniach

 Zosia, jako uciekinierzy nie mieli ze sobą prawie żadnej żywności. Każdy dzień był zatem walką o każdy gram pożywienia.

Skończyła się wojna

i mieliśmy wracać do domu.

Niestety, ku naszej rozpaczy, wyjazd został odłożony. Zdążyliśmy już zapomnieć, jaka była nasza radość, gdy zdobyto Berlin i ogłoszono pokój

Pomimo zakończenia II wojny światowej, powrót Haliny, Zofii i Hanny do Polski opóźnia się. Data wyjazdu wciąż jest przekładana i dopiero 18 kwietnia 1946 roku wyruszają w drogę. 12 maja 1946 roku docierają do Bydgoszczy. Okazuje się jednak, że ich mieszkanie zajęte jest przez nowego lokatora. Zatrzymują się u rodziny, jednak kilka tygodni później wyjeżdżają z Bydgoszczy. Halina kieruje się do Gdyni, gdzie mieszka jej siostra, zaś dziewczynki jadą do swoich dziadków do Sandomierza. Dopiero rok później, 29 czerwca 1947 roku wraca do Polski ich ojciec, Antoni Wierzchowski, jako żołnierz Armii Andersa.

1 lipca, po kilku latach rozłąki,

rodzina Wierzchowskich znów jest w komplecie.

Zosia z utęsknieniem czekała na powrót do ojczyzny. Jej rodzinę spotkało jednak ogromne ROZCZAROWANIE. Zdawało się, że nikt nie czekał na ich przybycie. przedwojenni znajomi odwrócili się a przypadkowi przechodnie przyglądali się ich ubogim strojom.

Zapraszamy do obejrzenia galerii przed- i powojennych zdjęć rodziny Wierzchowskich

  • Facebook Social Ikona
  • YouTube Ikona społeczna
logo 9cm z polem.jpg

Nasz facebook

Nasz YouTube

Autorzy: Paweł Bezubik, Dorota Choińska

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now